Nie każdy będzie miał szansę się leczyć -Życie Częstochowskie (03.02.2010r.)
Tegoroczne kontrakty są tak skonstruowane, że ograniczenie dostępności do usług opieki medycznej jest faktem - przyznał Kazimierz Pankiewicz, dyrektor szpitala na Parkitce podczas sesji Rady Miasta, poświęconej połączeniu tej placówki ze szpitalem na Tysiącleciu, przeciwko czemu protestuje personel.
Poniedziałkowe obrady Rady Miasta Częstochowy zwołane na wniosek klubu Lewicy, były poświęcone planowanemu przez Urząd Marszałkowski połączeniu szpitali wojewódzkich na Parkitce i na Tysiącleciu. Na sali sesyjnej pojawili się przedstawiciele personelu obu lecznic z transparentami wyrażającymi sprzeciw wobec łączenia szpitali. Za to zaproszony przez radnych na posiedzenie marszałek Bogusław Śmigielski nie zjawił się - przysłał do radnych list, w którym zapraszał na rozmowy do Katowic. - To przejaw impertynencji marszałka i marginalizacji północnego subregionu województwa - grzmieli radni.
Lewica wykorzystała sytuację do zaatakowania Platformy Obywatelskiej. - Macie władze zarówno na szczeblu wojewódzkim, jak i krajowym, dlaczego chcecie dopuścić do połączenia szpitali i pogorszenia dostępu do świadczenia usług medycznych w naszym mieście - To dowód na słabość częstochowskich struktur PO - mówili lewicowi radni.
W prawdziwe osłupienie wprawił jednak częstochowskich radnych ich kolega Kazimierz Pankiewicz (PO), dyrektor szpitala na Parkitce, który oznajmił, że cała dyskusja jest spóźniona, gdyż połączenie szpitali jest już faktem. Jak poinformował, wojewoda wykreślił już ze swego rejestru szpital Tysiąclecie i teraz mamy tylko Wojewódzki Szpital Specjalistyczny. Dla dopełnienia formalności potrzebny jest jeszcze stosowny wpis w Krajowym Rejestrze Sądowym.
Pankiewicz zapewniał, że połączenie szpitali samo w sobie nie spowoduje zmniejszenia ilości łóżek i dostępu do usług medycznych - ma natomiast poprawić ich sytuację ekonomiczną. Z drugiej strony jednak przyznawał: - Tegoroczne kontrakty są tak skonstruowane, że ograniczenie dostępności do usług medycznych jest faktem, niezależnie od tego łączymy szpitale, czy nie. W systemie brakuje pieniędzy, nie będziemy mogli leczyć wszystkich, którzy trafią do szpitala, a tylko tych, wobec których będzie to konieczne. Trzeba jak najlepiej zagospodarować dostępne siły i środki. W obecnej sytuacji natomiast oba szpitale są skrajnie zadłużone.
- Jak można mówić, że liczba łóżek i dostępność do usług medycznych na skutek połączenia szpitali się nie zmniejszy, jeśli obecnie na nefrologii w obu placówkach są łącznie 44 łóżka, a po połączeniu ma ich być 26?- pytał Krzysztof Jarzębski ze Związku Zawodowego Lekarzy.
- Dopiero teraz, w czasie sesji dowiadujemy się od pana dyrektora Pankiewicza, że szpitale są już połączone i klamka zapadła- nie kryła zdziwienia Grażyna Cebula-Kubat z ZZL.
- Po połączeniu dostępność do usług medycznych musi się pogorszyć - mówił radny Zdzisław Wolski z SLD, lekarz.
Radny Marek Balt z SLD przekonywał jednak, że sprawa wcale nie jest przesądzona. - To nieprawda, że nie da się nic zrobić - twierdził. Uchwała Sejmiku Województwa w sprawie połączenia szpitali mogła zostać podjęta z naruszeniem prawa, będzie ona przedmiotem analizy sądu. Decyzja zostanie podjęta w ciągu kilku tygodni, do tego czasu należy wstrzymać się z działaniami, które mogą mieć nieodwracalne skutki.
Ostatecznie po pięciu godzinach dyskusji radni podjęli stanowisko wzywające prezydenta Częstochowy i zarząd województwa do powołania zespołu do opracowania koncepcji ochrony zdrowia w mieście z wykorzystaniem wszystkich szpitali.
ADAM ŚWIERCZYŃSKI -ŻYCIE CZĘSTOCHOWSKIE